Workcamp Cascais 2016

dsc06546

Uwaga! Wolontariat uzależnia…

Tak jest chyba w moim przypadku. Minął już prawie rok od zakończenia mojego projektu we Francji. Wiele rzeczy się wydarzyło przez ten czas, ale chciałabym wspomnieć tylko o jednej. Pod koniec lipca zdecydowałam się pojechać na workcamp do Portugalii. Słyszałam już wcześniej o podobnych projektach na terenie np. Rosji czy Serbii, ale o workcampie w Cascais dowiedziałam się jak zwykle… przez przypadek 😉 Jak było?

Zacznijmy od tego czym jest workcamp. Kiedy moi znajomi przetłumaczyli sobie tą nazwę na polski, to trochę się przestraszyli. Zapewniam, nie ma się absolutnie czego bać! Workcamp to świetny sposób na spędzenie wakacji dla osób, jak ja, które wolą spędzać czas aktywnie. Grupa osób z całego świata spotyka się w jednym miejscu, aby wspólnie pracować na rzecz lokalnej społeczności. W Portugalii mieliśmy za zadanie w 2 tygodnie upiększyć jedną z ulic w Cascais i odnowić boisko do piłki nożnej. Nasza grupa znakomicie się uzupełniała. „Grupowi architekci” skupili się na zaprojektowaniu i odnowieniu wnętrza jednego z budynków, chłopcy zajęli się m.in. przygotowaniem muru wokół boiska do warsztatów z graffiti, inni zbudowali pergolę, pod którą codziennie odbywają się teraz spotkania przy szachach, jeszcze inni (w tym ja) malowali ławki, opony na kosze na śmieci czy dekorowali wazy.

fot. Rota Jovem

Coś więcej niż praca

Nasze miejsce pracy było bardzo blisko szkoły, w której też jedliśmy codziennie obiady w towarzystwie dzieci, które przychodziły tam na wakacyjne zajęcia. Dzieci bardzo nas polubiły i bez końca chciały się z nami bawić. Nie przeszkadzał im w tym absolutnie fakt, że większość z nas nie rozumiała, co do nas mówią. Pod koniec naszego pobytu zorganizowaliśmy dla nich gry i zabawy taneczne i sportowe. Bawiliśmy się tak świetnie, że następnego dnia straciłam głos… 🙂

p1030521

fot. Rota Jovem

Bardzo zaprzyjaźniliśmy się też z lokalną społecznością, często pomagali nam w pracy, oferowali kawę. Jeden z mieszkańców, gdy zobaczył, że pracujemy pod jego oknem w sobotę o 10 rano, postanowił coś dla nas zrobić. On i jego żona pochodzą z Brazylii, dlatego mieliśmy okazję spróbować jakiegoś brazylijskiego specjału (szkoda, że nie zapamiętałam nazwy).

 

A po pracy…

Pracę kończyliśmy codziennie o 15, dlatego później mieliśmy mnóstwo czasu na plażowanie (plażę mieliśmy niedaleko, bo po drugiej stronie ulicy), zwiedzanie okolicy i przede wszystkim na poznawanie siebie nawzajem. Poznaliśmy całe Cascais, zajrzeliśmy w każdą uliczkę w Lizbonie i wdrapaliśmy się w Sintrze na szczyt góry, aby podziwiać jeden ze słynnych zamków. Wiele wieczorów spędziliśmy też razem na plaży rozmawiając do białego rana. Ponadto, organizacja, która nas gościła bardzo dbała o to, żebyśmy dobrze się czuli podczas naszego pobytu. Zaprosili nas na bardzo wykwintną kolację do Urzędu Miasta, zabrali na wspinaczkę do parku linowego, zorganizowali specjalną grę miejską, żebyśmy mogli lepiej poznać miasto i byli zawsze otwarci na wszystkie nasze pomysły i sugestie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Były to dwa tygodnie ciężkiej pracy i świetnej zabawy. Efekt końcowy okazał się lepszy niż się spodziewaliśmy, bo wykonaliśmy wszystko, co było przewidziane, ale też dołożyliśmy kilka swoich pomysłów (jak „wiszący ogród”). Wszystko to zostało udokumentowane w filmie, który też sama zmontowałam razem z Sofią z Ukrainy (film możecie zobaczyć tutaj). A jeśli jesteście ciekawi jak dokładnie wyglądał każdy dzień, koniecznie odwiedźcie naszego bloga.

Zachęcam wszystkich, którzy chcieliby spędzić wakacje aktywnie, robiąc coś dla innych, do wzięcia udziału w podobnych projektach. Może to być nie tylko w Portugalii (kolejna edycja workcampów w Cascais wraca w przyszłym roku), ale też w innych krajach. 

Więcej informacji o workcampach i możliwościach wyjazdów m.in. na stronie workcamps.pl

Ja za rok na pewno znów się wybiorę, a wy?

Sonia 😉

Reklamy